Dodatkowo wczoraj rozpoczęłam rehabilitację na kręgosłup - mam skrzywiony w dwóch miejscach, jestem nierozciągnięta, przez co odczuwam bóle ramion, karku, a chwilę przed 26 urodzinami mnie POSTRZYKŁO (co nie sądziłam, że przytrafi mnie się przed 50tką).
Po pierwszym dniu, z powodu wyczerpania ;) miałam wolne na ćwiczenia z mojej rozpiski, brakło sił na "zadanie domowe" z rehabilitacji (rozciąganie łydek), a na samą myśl o dzisiejszych ćwiczeniach (i przez kolejnych 9 dni..) bolą mnie mięśnie do wyćwiczenia. Auć
PLUS jest taki, że swoimi wysiłkami, zmotywowałam do ćwiczeń także mojego chłopaka :) Co jakiś czas widzę, ze sam bierze karimatę lub skakankę
MINUS - czuję się zmęczona, codziennie piję yerbę i/lub kawę. Już po wczorajszym, dziś całkiem nie mam siły na cokolwiek. Za mało się ruszam, żeby zobaczyć jakiekolwiek efekty :( ale skóra jest trochę jędrniejsza
Troszkę "zamulam", ale jestem z siebie bardzo zadowolona!
A popołudniu jeszcze angielski! Zapisałam się na 5 lekcji pokazowych :) To druga z pięciu. Jak nie stracę czucia w nogach przez ćwiczenia i nie zasnę na zajęciach, to mam nadzieję na dodatkową mobilizację także w kwestii nauki angielskiego







