wtorek, 28 kwietnia 2015

Tydzień drugi

Moje ćwiczenia skakankowo-przysiadowe wzbogaciłam o spacery - 6 i 12 kilometrowy. Ze względu na oczyszczanie organizmu i nieprzyzwyczajenie pęcherza do dużej ilości płynów, tymczasowo zawiesiłam hulahop (używam go tylko czasami).

Dodatkowo wczoraj rozpoczęłam rehabilitację na kręgosłup - mam skrzywiony w dwóch miejscach, jestem nierozciągnięta, przez co odczuwam bóle ramion, karku, a chwilę przed 26 urodzinami mnie POSTRZYKŁO (co nie sądziłam, że przytrafi mnie się przed 50tką).
Po pierwszym dniu, z powodu wyczerpania ;) miałam wolne na ćwiczenia z mojej rozpiski, brakło sił na "zadanie domowe" z rehabilitacji (rozciąganie łydek), a na samą myśl o dzisiejszych ćwiczeniach (i przez kolejnych 9 dni..) bolą mnie mięśnie do wyćwiczenia. Auć

PLUS jest taki, że swoimi wysiłkami, zmotywowałam do ćwiczeń także mojego chłopaka :) Co jakiś czas widzę, ze sam bierze karimatę lub skakankę
MINUS - czuję się zmęczona, codziennie piję yerbę i/lub kawę. Już po wczorajszym, dziś całkiem nie mam siły na cokolwiek. Za mało się ruszam, żeby zobaczyć jakiekolwiek efekty :( ale skóra jest trochę jędrniejsza

Troszkę "zamulam", ale jestem z siebie bardzo zadowolona!

A popołudniu jeszcze angielski! Zapisałam się na 5 lekcji pokazowych :) To druga z pięciu. Jak nie stracę czucia w nogach przez ćwiczenia i nie zasnę na zajęciach, to mam nadzieję na dodatkową mobilizację także w kwestii nauki angielskiego

wtorek, 21 kwietnia 2015

Przygotowanie do zmian

Oto mój zestaw ćwiczeniowo-odchudzający:

- Hula hop - służy mi (z przerwami, ostatnio dłuższymi...) od 3 lat. Co prawda jest posklejane, ale nie dlatego, że się rozpada - jest wyjątkowo wytrzymałe. Dla pewności je skleiłam, ponieważ było kilka razy "składane i rozkładane", przez co może mieć nieco słabsze "zatrzaski". Szybko nauczyłam się nim kręcić, przez co go nie wyobijałam :) i mam sporo przestrzeni do kręcenia, ale i tak jest bardzo mocno wykonane.
- Skakanka - tania skakanka z licznikiem. Równie dobrze mogłaby nie mieć licznika, ponieważ nie pokazuje dokładnych danych liczbowych - wystarczy dotknąć sznurka i dolicza 2 skoki... Jej plusem jest regulacja długości sznurka.
- Karimata - ostatnio używam jej raczej jako podstawkę pod nogi podczas skakania na skakance (żeby nie wywinąć orła ;)) albo do przysiadów. Wykonana jest z pianki, przez co nie mam pewności co do tego, czy nie zawiera formamidu (silnie toksyczna substancja, która dodaje sprężystości karimacie. Jako ciekawostka - ta sama substancja pojawia się także w puzzlach z pianki dla dzieci!)

Lepsze odżywianie - zwiększam ilość posiłków (jeszcze nie zawsze udaje mnie się pilnować tego ;)), dodałam do diety także więcej owoców, warzyw i witamin. Zmiany te są bardziej prozdrowotne niż związane z odchudzaniem. Mam nadzieję, że poczuję się lepiej w swoim ciele i oczyszczę się z toksyn. Krótko opiszę ulubione:
- Ziele czystka: smaczna herbatka, która odkwasza organizm, oczyszcza organizm z metali ciężkich, wzmacnia odporność, opóźnia proces starzenia :) podwaja działanie witaminy C i E (tym bardziej polecam!!), wspomaga higienę jamy ustnej (podobno również wybiela zęby) i zapobiega grypie
- Błonnik witalny - przechodzi przez układ pokarmowy jak "papier ścierny" zbierając z jelit toksyny i zanieczyszczenia. Normalizuje trawienie. Trzeba pamiętać, by pić przy tym dużo wody (2l), inaczej może bardziej zaszkodzić niż pomóc!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Wyzwanie 30 dni

Nie wiem jak Wy macie, ale na mnie zwykle zamiast kija i marchewki, lepiej działa metoda "ups, pora coś zmienić".

U mnie impulsem do działania stała się analiza składu masy ciała, w wyniku której poznałam swoje bardzo złe wyniki. Gdyby nie to, że w identycznej analizie kilka dni wcześniej brała udział moja siostra, pomyślałabym, że wyniki są zakłamane - ale jej wszystko wyszło idealnie.
Moje BMI jest w porządku, ale rzeczywiście czuję, że tu i ówdzie mam kilka cm za dużo. I tak oto mój procentowy udział tłuszczu wyniósł aż 31%, a wiek biologiczny jest o 5 lat wyższy od faktycznego (tzn, na tyle lat czuje się mój organizm i moje organy)

Nikt tego nie chce, prawda? :( Ale aż tak źle nie było...

I tak oto, wspominając o hula hop, wyciągnęłam je z szafy i w ruch wprawiłam również skakankę zachomikowaną na dnie szuflady. Musiałam się rozruszać, by poczuć się lepiej. Podsumowanie dwóch dni weekendu to około700-800 skoków na skakance (niestety sama musiałam liczyć. Nie kupujcie tanich skakanek z licznikiem!) oraz ok. 1,5-2 godzin kręcenia hula hop z wypustkami (mniej więcej takim jak poniżej):
Nie mam siniaków, bo już wcześniej korzystałam z tego hula hop i najwidoczniej organizm (mimo długiej przerwy), jest przyzwyczajony. Pierwsze kręcenie tym hula hop kilka lat temu nie było przyjemne. Uderzyłam się w kostkę, kolano, palec, nabiłam sobie siniaki na brzuchu, talii i łydkach. Ale gdy tylko się nauczyłam, od razu to pokochałam :)

Żeby nie przedłużać - dla lepszej motywacji, podejmę wyzwanie 30 dni:
Hula hop:

Prawdopodobnie będę to jednak przedłużać :)
Skakanka:
A skoro już zaczynam aktywność fizyczną, pora na polecone mi przysiady:

Oczywiście do tego dołączyłam dietę (a właściwie zdrowsze nawyki żywieniowe. Typowe diety są nie dla mnie - po prostu uwielbiam jeść i nie chcę efektu jojo)

Będę tu informować o efektach! Pomierzyłam się, mam zdjęcia. Gdy będzie się czym chwalić, na pewno to zrobię ;)